niedziela, 2 lutego 2020

Z głową zadartą w górę

Tego u mnie jeszcze nie było - oto tłumaczenie piosenki! Utwór w japońskim oryginale nosi tytuł "Ue o muite arukou", co oznacza "pójdę patrząc w górę", i był w latach 60-tych sporym przebojem. Co ciekawe, w Stanach Zjednoczonych rozpowszechniano go pod łatwiejszą do wymówienia lecz nic nieznaczącą nazwą "Sukiyaki". Oryginalne słowa są autorstwa pana Rokusuke Ei.


Z głową zadartą w górę
Wciąż błądzę po uliczkach
Nie zobaczy nikt słonych łez płynących po policzkach
I wspominam te wiosenne dni
Ale dziś wieczór jestem sama

Z głową zadartą w górę
Płynące gwiazdy liczę
W oceanie łez toną bezkresne gwiazd ławice
I wspominam znów te letnie dni
Ale dziś wieczór jestem sama

Szczęście leży gdzieś nad chmurami tam
Szczęście kryje się za zasłoną nieba bram

Z głową zadartą w górę
Ostrożnie stawiam kroki
By nie porwał mnie łez rozlanych rzeki nurt szeroki
Choć napełnia się studnia po brzeg
Dziś wieczór, kiedy jestem sama

I wspominam te jesienne dni
Ale dziś w nocy jestem sama

Smutek leży tu w cieniu srebrzystych gwiazd
Smutek gapi się w drżący księżyca blask

Z głową zadartą w górę
Wciąż błądzę po uliczkach
Nie zobaczy nikt słonych łez płynących po policzkach
Choć napełnia się studnia po brzeg
Dziś w nocy, kiedy jestem sama
Dziś w nocy znowu jestem sama

niedziela, 10 lutego 2019

Wsobność


Księżyc odbija się w oczach
wlepionych w jeden punkt nieba:
Bliźnięta, Byk, Koziorożec
czekają na swoją kolej,
lecz ja nie zważam, pomijam,
Zamknięta.

Wtem chłodna kropelka rosy
po sinozielonym źdźble trawy,
po alabastrowym ramieniu
stoczyła się, spadła i wsiąkła,
lecz dreszcz mną nie wstrząsnął, choć stygnę,
Nieczuła.

Choć rechot żab, szmer potoku,
szum wiatru ciszę przerywa,
choć nocny ptak gdzieś, tuż obok
przefrunął piskliwie zawodząc,
ja zbudzić się nie chcę, nie mogę,
Ogłuchła.

I nie wykrzyczę, choć płonę.
Nie płaczę, choć morze bólu.
Nie skarżę się, choć mam prawo.

Przekłuta.

czwartek, 1 lutego 2018

Odosobnienie



Postrzępione obłoki kłębiły się
Gnane chłodnym górskim wiatrem
W głębinie błękitu

Mieszanina chmur i kosmosu
Wirowała w soczewkach kropel świeżej krwi
Na gładkim ostrzu włóczni

Dywan stokrotek,
Koniczyny
I młodej trawy
Łaskotał koniuszki palców
Mokre od rosy

Zacisnąłem dłoń na sprężystym drzewcu
Stałem czujny,
Wyprostowany
Mroźne powietrze wypełniało płuca
I rozjaśniało umysł

Ze szczytu wysokiego wzgórza
Widziałem małe przypadki,
Małych ludzi, domostwa,
Małe środki transportu,
Połączone kropki,
Splątane fotony,
Uporządkowany chaos życia
Żeglującego pod wiatr entropii

Mistyka codzienności,
Skrywany uśmieszek Boga
Kantującego w grze w kości
Dawała nadzieję
Wskrzeszała wiarę
Przynosiła miłość

wtorek, 23 stycznia 2018

Uosobienie



Uwalniasz z mojej ręki
Pordzewiałą włócznię
Ocierasz pot
Z zakurzonego czoła
Ciężki płaszcz
Opada na kamienny trakt

Drżące nogi uginają się
Palący piasek wgryza się
W szczeliny sandałów,
W odciski na dłoniach,
Pod zdarty naskórek
Kolan

I czuję delikatny dotyk
Na spalonym słońcem ramieniu
A miękki oddech rozczesuje
Polepione kosmyki włosów

Rozgrzane kamienie,
Piekące kolana,
Piekące oczy,
Ciężkie krople

Dziękuję za nadzieję,
Że może jestem więcej
Niż tylko zwierzęciem

piątek, 8 grudnia 2017

Ryby

Nie chcąc ograniczać swobody interpretacji, wytłumaczę się jednak z tych ryb. Kto dzisiaj chodzi na ryby? Nie, nie tylko o rym do grzybów idzie. Z resztą co to za rym: "ryby-grzyby"? Starszym Panom to by jeszcze uszło na sucho, ale chwytanie się tego typu konstruktów przez poetę-amatora to proszenie się o kłopoty. Powiedzmy zatem że, historia ma miejsce w podkieleckiej wsi, pod koniec lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Wtedy chodzenie na ryby i na grzyby było czynnością powszednią.


Od stołu wstanę
Wstanę
I pójdę
Na ryby

Wstanę
Uderzę w stół
Pięścią
I pójdę

Uderzę pięścią
Od stołu wstanę
Talerzem o ziemie rzucę
I pójdę

Uderzę ją talerzem
Pięścią
I pójdę na grzyby

Zupa grzybowa
Skorupa talerza
I jej przerażona twarz

To może tylko uderzę
Pięścią w stół
Brzęk talerza
I wyjdę
Na ryby

wtorek, 30 maja 2017

Czekam, aż skończy



Faktura? Na tę kupkę.
Rachunek za prąd? Tutaj.
A to pismo? Co z tym?

Jej smukłe dłonie bezszelestnie chwytają kolejne koperty o najróżniejszych kształtach,
kolorach i zapachach.
Zawiadomienie o śmierci dalekiej krewnej.
Wezwanie do zapłaty zaległych alimentów.
Wykaligrafowany w gorączce na pięknej papeterii list zrozumiały tylko dla adresata.
Wyniki badań.
Prezent na osiemnaste urodziny.
Zaproszenie do udziału w loterii.
Pozdrowienia znad morza.

Strumień kopert zdaje się nie mieć końca.
Wciskają się szparą pod drzwiami, wlewają przez otwarte okna.
Gruba warstwa listów pokrywa już prawie całą marmurową posadzkę atrium.
Pod ścianami tworzą się papierowe zaspy.

Ona odgarnia włosy. Marszczy brwi. Chce coś powiedzieć, zaprotestować, ale po chwili spuszcza wzrok i wraca do pracy.

Czekam, aż skończy segregować pocztę.

czwartek, 14 kwietnia 2016