Nie chcąc ograniczać swobody interpretacji, wytłumaczę się jednak z tych ryb. Kto dzisiaj chodzi na ryby? Nie, nie tylko o rym do grzybów idzie. Z resztą co to za rym: "ryby-grzyby"? Starszym Panom to by jeszcze uszło na sucho, ale chwytanie się tego typu konstruktów przez poetę-amatora to proszenie się o kłopoty. Powiedzmy zatem że, historia ma miejsce w podkieleckiej wsi, pod koniec lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Wtedy chodzenie na ryby i na grzyby było czynnością powszednią.
Od stołu wstanę
Wstanę
I pójdę
Na ryby
Wstanę
Uderzę w stół
Pięścią
I pójdę
Uderzę pięścią
Od stołu wstanę
Talerzem o ziemie rzucę
I pójdę
Uderzę ją talerzem
Pięścią
I pójdę na grzyby
Zupa grzybowa
Skorupa talerza
I jej przerażona twarz
To może tylko uderzę
Pięścią w stół
Brzęk talerza
I wyjdę
Na ryby